Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 marca 2017

wiosenne przebudzenie

U was też tak przepięknie świeci słonko? W Olsztynie wczoraj była przepiękna pogoda, dziś też jest ładnie - aż chce się wyjść :) zachęciło mnie to do wyciągnięcia schowanych na zimę donic i pierwsze wysiewy - w końcu to, że mieszkam na trzecim piętrze, w bloku, nie musi oznaczać, że mam się nie cieszyć z własnej sałaty czy rzodkiewki :) dziś już pierwsze zostały wysiane i teraz tylko podlewać i czekać aż urosną.
Przy okazji dzisiejszych zakupów nie mogłam się również powstrzymać i przyniosłam kilka piękności - pierwsze kwiaty po zimie zawsze dają najwięcej radości...





Z racji słońca powiesiłam również na balkonie fotel sznurkowy - kawa w nim smakuje o niebo lepiej.

Coraz bardziej czuć wiosnę w powietrzu... Moje siewki, które do szklarenki poszły 13.03


dziś wyglądają już tak


Oczywiście nie wszystkie jeszcze wzeszły, ale już szykuję się powoli na ich przepikowanie do pojedynczych pojemników, żeby mogły sobie spokojnie rosnąć dalej.


A jak u was wyglądają pierwsze dni wiosny?


sobota, 15 czerwca 2013

Ciuchowe przeróbki, ogrodowe zapamiętanie, duuuużo jedzonka i dyktando kartkowe w Diabelskim Młynie :)

W szyciu nie jestem zbyt biegła, lubię za to niewielkie ciuchowe przeróbki.

Jakiś czas temu kupiłam w markecie dwa białe podkoszulki męskie w rozmiarze XXL (ogromniaste).
Przeznaczeniem jednego było zostać moją koszulą nocną. Tak więc rozprułam dolne obszycie, odcięłam lamówkę przy dekolcie (po lewej stronie trochę dalej niż po prawej), zrobiłam markerem do tkanin śmieszne napisy (z przodu i z tyłu) i ...tadam!


Koszulka lekko opada z lewego ramienia i śpi się w niej po prostu świetnie - zaliczyłam mentalny powrót do czasów studenckich, kiedy to spałam w po-kortowiadowej koszulce... specjalnie nie mojego wydziału... przypadkowo w dziwnym rozmiarze męskie xxl ;)

Druga koszulka czeka wciąż na pomysł co dokładnie z nią zrobić, ale jedno wiem na pewno - będzie ombre! Barwnik już kupiłam i tylko czeka, żeby go wykorzystać :)

Do przeróbki poszły również spodnie rurki. Przy użyciu nożyczek, garści szpilek, igły z nitką i koronkowej taśmy powstały szorty :)



Jak tylko jestem przez chwilę w domu odwiedzam ogród i sama nie wiem za co się zabrać najpierw ;)
Dziś na przykład cały dzień pieliłam, pikowałam, przesadzałam, przycinałam, podlewałam... (czemu te wszystkie czynności są na "p"? ;] ) ale przynajmniej jestem zadowolona z efektu, a roślinki odwdzięczają się za to pięknym kwitnieniem.

 
Dawno nie bawiłam się papierkami, a że nadarzyła się okazja, to i nadrobiłam trochę braki :)
Kartka powstała jakiś czas temu, specjalnie na Dyktando Kartkowe Teo. Jednym z wymogów było nie publikowanie jej przed ogłoszeniem wyników, dlatego też robię to teraz. 

A zdecydowałam się wziąć udział w dyktandzie, bo można było wykonać oszczędną aranżację - czyli taką jak zwykle u mnie. :)


A na koniec jedzonko! Chyba każdy kto mnie zna wie, że uwielbiam pyszne jedzonko - nie tylko jeść, ale też przede wszystkim robić. A to moje ostatnie działania na froncie kuchennym.
1) Szparagowe risotto
2) grillowy talerz pyszności - grillowany camembert z dżemem żurawinowo-gruszkowym, kiszone szparagi, sałatka z prażonym słonecznikiem i miodowo-musztardowym sosem oraz oczywiście kiełbaska
3 i 4) naleśniki z nadzieniem z truskawek, odrobiny miodu i dużej szczypty cynamonu  i jogurt z takim samym sosem (moja prywatna wersja owocowej wyspy bez tony cukru)
5) clafoutis z truskawkami i sosem czekoladowym :)


6) dżem truskawkowy i dżem z truskawek z dodatkiem amaretto, prażonych płatków migdałów i groszków gorzkiej czekolady. Uwielbiam truskawki!


 Truskawkowe buziaki! Przemiłej niedzieli!

poniedziałek, 21 maja 2012

post kuchenno-ogrodowy

Mimo iż weny mi ostatnio nie brakowało, to wiele rzeczy mam rozpoczętych i nie skończonych (głównie z powodu braku półfabrykatów), tak więc chwalić się będę, gdy już je pokończę. A póki co pochwalę się moimi ogrodowymi i kuchennymi szaleństwami.

Szaleństwo no.1 - kuchenne - to Nigellowa inspiracja. Nakręciłam się na lemon curd - jaki to smak? jaka tekstura? i skąd wytrzasnąć takie cudo w podolsztyńskiej wioseczce? I wtedy myśl - może można zrobić samemu? Z pomocą przyszedł internet i ta stronka. I tak, w ok 15 minut powstało to:

Największym problemem było to, że raczej się nie da tego zapasteryzować, więc wytrzymałość to około tydzień przy przechowywaniu w lodówce. Niepełny słoik (ten z tyłu) wylądował w lodówce, a słoik frontowy spróbowałam 'zassać' bez gotowania, czyli zdjęty z ognia krem przełożyłam do słoiczka, zakręciłam, odwróciłam do góry nogami, opatuliłam w ściereczkę i zostawiłam tak do ostygnięcia. Potrzymam jakiś czas i zobaczę, czy się nie zepsuje ;)
Edit (5.06): Niestety choć słoiczek zassał się bardzo mocno, to zawartość zaczęła się psuć... Chyba więc trzeba wyjadać na bieżąco ;)

A napoczęty słoik zniknął w rekordowym tempie- niby to kwaśne, lekko gorzkie, ale co i rusz podjadałam odrobinę - czy to na kanapce jak dżem, czy po prostu łyżeczką,a to na toście francuskim ze świeżymi polskimi truskawkami, które nie tylko jak truskawki pachną, ale też tak smakują (chociaż ich cena jest wciąż powalająca- 15 zł/kg!)
Ale ciągle chciałam wykorzystać lemon curd do jakiegoś ciasta lub deseru. Myślałam, myślałam i wymyśliłam!  Lekkie "ciasto" na słonych krakersach z kremem cytrynowym, które nazwałam roboczo cytrynówką.

Marienkowa cytrynówka
opakowanie krakersów (300g)
500 ml śmietanki 30%,
250 g mascarpone,
2-3 łyżki cukru pudru
7 łyżeczek (takich z czubkiem) lemon curd

Ubić śmietanę na sztywno. Osobno zmiksować mascarpone z cukrem pudrem (nie za długo, żeby się zbytnie upłynniło). Wymieszać śmietanę ze słodkim mascarpone i lemon curd.
Dno naczynia wyłożyć krakersami, na to połowę kremu, znów krakersy i reszta kremu.
Posypać na wierzchu kilkoma pokruszonymi krakersami i dosłownie trzema startymi kostkami gorzkiej czekolady. Najlepiej, gdy ciasto postoi trochę, tak aby krakersy zmiękły i wszystkie smaki się połączyły - minimum dwie godziny w lodówce, choć następnego dnia jest jeszcze lepsze!


Z kolei szaleństwo no.2 to kwiaty. A tych przybyło do doniczek w ostatnim tygodniu sporo. Najpierw ja kupiłam cudnego koleusa (zwanego przez moją mamę pokrzywką), surfinię i dwie piękne werbeny - jedną w kolorze brzoskwiniowym i drugą w jasnym fiolecie, a następnego dnia, już z mamą, kupiłyśmy cztery czerwone werbeny, dwie biało-czerwone petunie i cztery szałwie błyszczące - dwie białe i dwie czerwone - po czym kolejnego dnia mama przywiozła jeszcze cztery werbeny - jedną jasno- i trzy ciemnofioletowe.





Oprócz obsadzania doniczek przepikowałam też okrę i sałatę oraz posiałam ostróżkę ogrodową, dzwonek karpacki i rudbekię różową na rozsadniku - są to bowiem byliny wymagające późniejszego przesadzenia, ale za to przepięknie kwitną i gdy się je raz posadzi cieszą oczy przez długie lata. A do posiania zostało mi jeszcze kilka gatunków kwiatów jednorocznych, m.in. kosmos, lwia paszcza, czy maciejka, oraz z roślin jadalnych szpinak i skorzonera. Pierwszy raz spotkałam się ze skorzonerą, podobnie zresztą jak ze wspomnianą wcześniej okrą. Jednak łatwość uprawy, a przede wszystkim zachwalany smak sprawiły, że się skusiłam - zobaczymy, czy mi posmakują te cuda... A może któraś z was miała już okazję ich próbować i może coś więcej powiedzieć na ich temat?