Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszulka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszulka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 czerwca 2013

Ciuchowe przeróbki, ogrodowe zapamiętanie, duuuużo jedzonka i dyktando kartkowe w Diabelskim Młynie :)

W szyciu nie jestem zbyt biegła, lubię za to niewielkie ciuchowe przeróbki.

Jakiś czas temu kupiłam w markecie dwa białe podkoszulki męskie w rozmiarze XXL (ogromniaste).
Przeznaczeniem jednego było zostać moją koszulą nocną. Tak więc rozprułam dolne obszycie, odcięłam lamówkę przy dekolcie (po lewej stronie trochę dalej niż po prawej), zrobiłam markerem do tkanin śmieszne napisy (z przodu i z tyłu) i ...tadam!


Koszulka lekko opada z lewego ramienia i śpi się w niej po prostu świetnie - zaliczyłam mentalny powrót do czasów studenckich, kiedy to spałam w po-kortowiadowej koszulce... specjalnie nie mojego wydziału... przypadkowo w dziwnym rozmiarze męskie xxl ;)

Druga koszulka czeka wciąż na pomysł co dokładnie z nią zrobić, ale jedno wiem na pewno - będzie ombre! Barwnik już kupiłam i tylko czeka, żeby go wykorzystać :)

Do przeróbki poszły również spodnie rurki. Przy użyciu nożyczek, garści szpilek, igły z nitką i koronkowej taśmy powstały szorty :)



Jak tylko jestem przez chwilę w domu odwiedzam ogród i sama nie wiem za co się zabrać najpierw ;)
Dziś na przykład cały dzień pieliłam, pikowałam, przesadzałam, przycinałam, podlewałam... (czemu te wszystkie czynności są na "p"? ;] ) ale przynajmniej jestem zadowolona z efektu, a roślinki odwdzięczają się za to pięknym kwitnieniem.

 
Dawno nie bawiłam się papierkami, a że nadarzyła się okazja, to i nadrobiłam trochę braki :)
Kartka powstała jakiś czas temu, specjalnie na Dyktando Kartkowe Teo. Jednym z wymogów było nie publikowanie jej przed ogłoszeniem wyników, dlatego też robię to teraz. 

A zdecydowałam się wziąć udział w dyktandzie, bo można było wykonać oszczędną aranżację - czyli taką jak zwykle u mnie. :)


A na koniec jedzonko! Chyba każdy kto mnie zna wie, że uwielbiam pyszne jedzonko - nie tylko jeść, ale też przede wszystkim robić. A to moje ostatnie działania na froncie kuchennym.
1) Szparagowe risotto
2) grillowy talerz pyszności - grillowany camembert z dżemem żurawinowo-gruszkowym, kiszone szparagi, sałatka z prażonym słonecznikiem i miodowo-musztardowym sosem oraz oczywiście kiełbaska
3 i 4) naleśniki z nadzieniem z truskawek, odrobiny miodu i dużej szczypty cynamonu  i jogurt z takim samym sosem (moja prywatna wersja owocowej wyspy bez tony cukru)
5) clafoutis z truskawkami i sosem czekoladowym :)


6) dżem truskawkowy i dżem z truskawek z dodatkiem amaretto, prażonych płatków migdałów i groszków gorzkiej czekolady. Uwielbiam truskawki!


 Truskawkowe buziaki! Przemiłej niedzieli!

wtorek, 2 kwietnia 2013

wiosenne przebudzenie

Można powiedzieć, że jak niedźwiedź usnęłam na okres zimowy i wraz z wiosną obudziłam się znów do craftowego życia ;)

Zabieram się za pisanie tego posta już któryś raz - albo coś jest nie tak albo - jak ostatnio - niechcący usunęłam prawie gotową wersję :( Ale może tym razem uda mi się napisać i opublikować tego powrotnego posta. Tak, powoli pojawiam się znów w wirtualnej rzeczywistości - problem sprzętowy zażegnany poprzez zakup nowego komputera, wróciłam z dłuższego pobytu na "wygnaniu", no i oczywiście powróciła mi wena, bo trochę cierpiałam na jej brak. A teraz, po kolei, pochwalę się chociaż niektórymi zakończonymi w międzyczasie projektami.

Po pierwsze zrobiłam na drutach kocyk dla mojego trzy-i-pół-miesięcznego teraz siostrzeńca - najprostsza opcja, same prawe i lewe oczka, podwójna nitka biała i niebieska, na większości wzór "szachownica", początek i koniec robiony ściągaczem podwójnym.


Po drugie od już dość dawna zachwycam się maleńkimi paterkami na ciastko, które widuję na większości blogów i na pintereście. Skoro mi się podobają, to oczywiście chciałabym takie mieć - choć jedną. A że chcieć to móc - oto i ona! Moja własna prywatna paterka :) I w dodatku zroboina własnoręcznie przeze mnie. "Kryształowy świecznik na teaighty - nóżka patery - to zakup z Pepco za jakieś 5 złotych. Talerzyk to znalezisko okołoremontowe w domu rodziców. Jeszcze tylko klej na gorąco, kawałek wstążki w kratkę  i gotowe. Zastanawiam się jeszcze czy nie pomalować jej farbą w sprayu - białą, różową lub miętową, ale póki co podoba mi się taka kryształowa :)


Błąkając się po pintereści w poszukiwaniu inspiracji natknęłam się na ogrodowy diy-taśma z nasionami. A że w tym roku planuję trochę poeksperymentować w warzywniku wykombinowałam sobie, że wykorzystam ten pomysł. Założenie proste: potrzeba taśmy celulozowej, mąki, wody i nasionek. I od razu problem - co to ta taśma celulozowa i skąd ją wziąć? A że należę do leniwców wymyśliłam, że może zamiast tej taśmy wykorzystam dość szeroką taśmę z rafii (oczywiście niebarwioną). Tak więc na taśmie odmierzyłam odległości w jakiej powinny być siane nasionka (wg wskazówek z opakowania) i zaznaczałam je ołówkiem. Następnie z mąki pszennej i wody zrobiłam dość gęsty klej, nanosiłam kroplami na wyznaczone punkty i na kroplę wrzucałam po kilka nasionek (4-5). Taśmę zostawiłam do wyschnięcia (uwielbiam ogrzewanie podłogowe!) i zwinęłam w rolkę. No i teraz tylko czekam aż stopniej śnieg, żeby wsadzić taśmę z nasionkami w ziemię i zobaczyć co z tego wyjdzie :)


Również w internecie natykałam się dość często na motyw wąsów - praktycznie na wszystkim i z wszelkiego rodzaju materiałów. A że zwolenniczką wąsów nie jestem, postanowiłam zrobić sobie protest-shirta. Moje zdolności krawieckie są oględnie mówiąc znikome, tak więc wykorzystałam jakąś białą podkoszulkę smętnie ukrytą w kącie szafy. Jeszcze tylko zapomniany od prawie roku flamaster do pisania po tekstyliach i ... Tadam! Efekt końcowy mnie osobiście bardzo zadowala ;)


A że nie samym tworzeniem człowiek żyje, to spełniałam się też w kuchni - nie ma to jak przygotować smakowitości ;)



Dolne fotografie wykonałam aplikacją na telefon, którą ostatnio się zachwycam - przed zrobieniem zdjęcia wybierasz jeden z sześciu efektów jaki chcesz uzyskać (m.in "polaroid" i powyższy o nazwie "paper"). A po zrobieniu fotki program sam konwertuje je do takiej właśnie, podniszczonej wersji :) i teraz większość zdjęć, jakie wykonuję telefonem komórkowym są właśnie tego typu.

Chyba jeszcze nie wspominałam o moim uwielbieniu do pewnej sieci marketów budowlanych na literkę P (jak Praktiker) ;) No więc tak - może nie jest to jakaś szczególnie powszechna choroba, ale ja na nią zapadłam ;) I nie chodzi o zakupy stricte budowlane, choć np wolierę dostałam tylko tam. Bardziej chodzi o gadżety wnętrzarskie. Tak, tak - po pierwsze w listopadzie zakupiłam w nim przecudne jelonki z białej porcelany za... 4 złote (słownie cztery!) sztuka. Skakałam ze szczęścia pod sufit - póki nie zobaczyłam cudnego, szarego konika na biegunach za jakieś 10 złotych.


Nie zawiodłam się również i przed Wielkanocą: piękne ceramiczne jajeczko z retro grafiką za 5 złotych sztuka, zestaw trzech drewnianych domków dla ptaszków za 11 złotych komplet i coś co chciałam, żeby siostra przywiozła mi z Anglii, bo u nas tego nie widziałam: ceramiczny "toczek" na 6 jajek, w cudnym zielonym kolorku za 7 złotych. No po prostu uwielbiam ten sklep!


Post wyszedł jakiś monstrualnie długi, więc na dziś już skończę. Teraz już raczej mam zamiar pojawiać się w miarę regularnie - głowa pełna pomysłów, aż paruje, a ręce same rwą się do roboty.
Miłego poświątecznego popołudnia!

 P.s. Post nie jest sponsorowany przez żadną z firm wymienionych w jego treści.